16 April, 2008 odsłon: 1,548 0 wypowiedzi
Pozyskać tanią siłę roboczą aka crowdsourcing
Zjawisko poszukiwania pracowników zdalnych za niewielkie pieniądze lub zupełnie na warunkach “przyjacielskich” czy “wolontariatu” jest dosyć powszechne. Sięgamy po nie w momencie tworzenia kolejnego startup’u, nie mając pojęcia w technologii i programowaniu czy też wykonując zlecenie za pieniądze, przyjmując rolę pośrednika. Crowdsourcing (ang. crowd – tłum, gromada ludzi; sourcing – pozyskiwanie zasobów) jest właśnie takim zjawiskiem, gdy zamiast zastosować outsourcing (zlecić zadania profesjonalistom poza siedzibą firmy), pracodawca werbuje do projektów tanich lub nieopłacanych pseudo profesjonalistów. Oczywiście, z tego grona mają prawo wyłonić się dobrzy specjaliści, tak jak to się dzieję z Wikipedią (de facto, wikipedia.org również może zostać określona projektem crowdsource’owym). Należy pamiętać, że te zjawisko jest jednym z głównych nurtów idei web 2.0, ma świetnie zastosowanie w serwisach typu iThink.pl i dziennikarstwo obywatelstwo jest niczym innym jak przypadkiem crowdsourcingu.
W jakim kierunku to dąży? Przywołując ideę semantic web oraz projekty takie jak mahalo.com (wyszukiwarka zasilana ludźmi) czy też reCAPTCHA (poprawienie jakości rozpoznawania słów skanowanych materiałów) crowdsourcing ma sens.
Istnieją już modele biznesowe, chociażby Fellowforce.com (tu więcej), Amazon Mechanical Turk czy też Google Image Labeler (społeczne etykietowanie obrazów). Podobnym projektem do Google IL jest integrowalny z Flickr‘em TagCow.
Np. Mechanical Turk na dziś liczy ponad 100 tysięcy członków, którzy wykonują zadania w cenie od kilku centów do kilkunastu dolarów. W innych serwisach za udział w zabawie można otrzymać koszulkę czy inny gadżet.
O TagCow z kolei 2 tygodnie temu pisał techcrunch.com. Zgodnie z konceptem serwisu w jedną godzinę można zarobić 1.20$ nadając znaczniki zdjęciom.
Bądźmy świadomi, że serwisy kolaboratywne także często kryją w sobie elementy crowdsourcingu.






Ostatnie komentarze