Sep 16, 2009 odsłon: 3,487 8 wypowiedzi
Główny wróg biznesu (Uwaga! Niebezpieczne dla zdrowia) to…
Oczywiście Leń. Kodowa nazwa “Leń 1″, gdyż o niej mógłbym pisać i pisać. Póki co — witajcie. Dzisiaj odwiedza nas Jej Magnificencja, Leń Przepiękna I, zwana w szarych szeregach Miłą Damą w różowym oferującą rozkosz i obywatelską “miłość” wszystkim urzędnikom, obserwatorom robót budowlanych (2 robi, 8 patrzy
) i innych odłamach naszego społeczeństwa. Ale straciłem koncentrację na moim dzisiejszym Gościu. Najbardziej niepozorna i niezrównana w sztuce uwodzenia, ta, która włada nami więcej niż ukochana czy ktokolwiek
inny. LEŃ! LEŃ! LEŃ! (bijemy głośne brawa). Chociaż… po co ją witać? Przecież i tak każdy mieszka z nią po sąsiedzku. Nawet sam na sam ze sobą nie można spokojnie zostać, gdyż ciągle czuwa i wabi. Teraz spróbujcie zgadnąć, po co ja to piszę?
A piszę o tym dlatego, gdyż wiem, jak można przez tydzień chodzić ze spotkania na spotkanie, z imprezy branżowej na kulturalną, z klubu do klubu, zostawiać tam pieniądze i rozmawiać, ciągle rozmawiać z różnymi ludźmi — zamożnymi i mniej, umiejącymi pogodzić odpoczynek z pracą i otrzymywać od tego satysfakcję. Ale po kolei.
Zacznę od jednej myśli przewodniej, którą przekazał mi kiedyś bliski mi człowiek. Należy po prostu pracować i nie szukać nigdy wymówek. Wierzę w to, iż każdy dostaje to, na co sobie zasłużył. To jest pracując “na maksa” 3 miesiące, pełną parą po 16 godzin dziennie – można osiągnąć niezłe wyniki i żyć spokojnie cały rok w trybie “4-dniowego” tygodnia. Wszystko OK, tylko jak to można pojąć, czytając poprzednią linijkę przez parę sekund, co to znaczy pracować “na maksa” 3 miesiące? Na każdy miesiąc przypada tydzień, dzień, godzina, minuta, sekunda… Pamiętacie o szczegółach? Nierozumienie tego prowadzi do tego, że jakiś człowieczek teraz siedzi i marnuje, nie zauważając, te wspomniane minuty na jakąś głupotę. Czy myśleliście kiedyś, ile minut na dobę użytkowanych jest z celem? Jesli będzie 50% to jest świetny wynik. Co z tego wynika? Wynika z tego prosta matematyka, kiedy minuty zamieniają się z miesiącami w godziny, z latami w miesiące i na koniec uświadamiamy, że zmarnowaliśmy kilka lat życia (o ile nie kilkanaście).
Jaki to ma stosunek do biznesu? Wprost bezpośredni. Wezmę moją branżę. Załóżmy, że Janek zechciał zająć się pozycjonowaniem, linkowaniem, serwisami partnerskimi itp. I teraz siedzi zamyślony, zapatrzony w sufit z resztkami plam po zalanej łazience sąsiadów, i myśli “Jak zacząć trzepać kasę”. I tak co dziennie, z miesiąca na miesiąc, myśli, karmi siebie różnymi kursami, e-bookami i inną literaturą popularno-rozrywkową. Z tym, że nic się nie zmienia.
Wystarczy zapytać kogokolwiek, “Co będzie jeśli w ciągu roku będziesz próbował sprzedać swój produkt tysiącu potencjalnych klientów?” Biorąc pod uwagę 200 dni roboczych w roku, to tylko 5 trafionych rozmów dziennie. Na co wysoce prawdopodobne uzyskamy odpowiedź typu “Zostanę mistrzem sprzedaży, zarobię na fajny samochód, pojadę na Ibizę czy otworzę swój biznes”. I w zasadzie będzie miał rację…
Wiadomo, że rok ciężkiej pracy na pewno przyniesie jakiś rezultat. I jeśli ten-który-się-stara okaże się nie ostatnim debilem, to wynik będzie POZYTYWNY.
Spróbuję teraz podejść do sprawy od drugiej strony. Co będzie jeśli ten sam człowiek będzie próbował 1 (słownie: jeden) raz sprzedać swoją usługę? Albo z całego dnia poświęci 10 minut na rozmowy z klientami? Odpowiem — nic z tego nie będzie. I każdy tak powie. I NIE BĘDZIE MIAŁ RACJI! Wiecie czemu? Nie? Zachęcam zatem do przeczytania wpisu o szczegółach, gdyż na tym polega problem większego grona populacji. Ludzie nie rozumieją jak bardzo ważna jest każda chwila. I z tych właśnie chwil — sekund i minut, składają się wspomniane dłuższe okresy czasu. Ale dla większości to nie ma znaczenia, gdyż nie rozumieją wagi każdego momentu w życiu czy biznesie. Spróbuję wyjaśnić samą zasadę przykładem z życia.
Przykład z rodzaju przykładów GTD, ale wg mnie jest jednym z lepszych, które widziałem. Wyobraźcie, że każde mgnienie życia jest zwierciadłem każdej następnej chwili. “Igraszkowo” nazywając rzeczy — jeden wydany punkt energii z korzyścią generuję kolejny punkt energii, który pozwala dowolnie zagospodarować kolejną sekundę. Jeśli sekunda zostanie wykorzystana z celem, to uzyskany punkt energii dalej zostaje, jeśli nie, to trzeba będzie znowu na niego zapracować. To jest coś w rodzaju punktu gratis za dobrze zużytkowany czas. Na przykład zajmuję się projektowaniem interfejsów. W ciągu roku wypuszczam 20 kompletnych specyfikacji, poświęcając odpowiednio czas na pozyskiwanie i obsługę klientów i inne zajęcia. Teraz trzeba zastanowić, co będzie w kolejnym roku? To samo? Nie zupełnie. Teraz “wydam” 2 razy mniej energii, gdyż mam pewien “zapas”, i w następnym roku stworzę 40 podobnych specyfikacji. I tak dalej. Oczywiście nie muszę zajmować się wszystkim sam — zatrudnię dodatkowych ludzi, klienci zaczną “wpadać” z polecenia — ale przecież chodzi o rezultat? Jeden dzień dobrej pracy wpływa na kolejny, razem mamy już 2. Jeśli 2 dni poszły sprawnie, to mamy zapas na kolejne 2. Wszystko to znaczy tyle, że jednym dzień życia można dopalić całą resztę, którą mamy do przeżycia. Można to porównać do zdobywania punktów poprzez wykonywanie kolejnych zadań. Będąc na 1 poziomie ciężko jest pokonać trudności z 12-tego, ale z 11-tym już jest motywacja.
Praktycznie każdy milioner zawdzięczający sobie majątek pracuje według tego schematu i to całkiem pomyślnie. Teraz każdy, kto wytrwał do tego momentu może zapytać “Jeżeli wszystko jest takie proste, to dlaczego nie każdy jest takim Speedy Gonzalesem, zarabiającym miliony?” O tym w następnym “odcinku”…




Proponuję zamiast wylewać swoje żale na blogu samemu wziąć się do roboty, bo wygląda to na jakieś prywatne (domyślam się, że wewnątrzfirmowe?) wojenki.
Żale i wojenki? Skąd takie dedukcje? W pracach, których przebywam, “wojenek” nie ma, zaś roboty mi wystarcza na wszystkich obszarach działalności (zapraszam na GoldenLine by poznać je bliżej).
Przy okazji, jeśli chce Pan porozmawiać o tym, zapraszam na ClearWeb.pl, gdyż Pan ma chyba niedaleko.
Cieszy mnie tak szybka odpowiedź na komentarz!
Przełamałem się i przeczytałem więcej Pańskich wpisów i muszę przyznać, że dostarczyły mi sporo radości. Skoro jest Pan takim super prezesem w jak rozumiem super prosperującej i zarządzanej firmie to skąd te ciągłe żale i wpisy o oszczędzaniu? Czyżby rzeczywistość nie była tak różowa…?
Dosyć zabawne są także angielskie wstawki/tłumaczenia we wpisach, a dobry psycholog mógłby pewni coś powiedzieć o ciągłym podkreślaniu,że to Pan kieruje firmą + kreuje się w (co by nie mówić) tak młodym wieku na mentora.
Śmiech na sali.
@Al: Piszę o sprawach zwyczajnych, ludzkich i nie ma powodu szukać w nich rzeczy, do których się Pan odnosi. Mam wrażenie, ze Pana “zdania” mają prowokować mnie, a Pana satysfakcjonować możliwością docięcia, ale właśnie z psychologicznego punktu widzenia — to Pan wydaje się mieć jakiś kłopot.. ze mną? Nie zmusza nikt Pana do czytania moich wpisów, tym bardziej, że wypowiedzi Pana mają charakter pretensjonalno-osobisty, tylko do czego? Jeśli chce mi Pan coś powiedzieć — zapraszam, Wrocław nie jest od Wrocławia daleko, możemy zawsze się spotkać, a ja chętnie posłucham Pana wypowiedzi na żywo.
A wiek nie ma znaczenia tutaj, dla jednych młodym się jest w wieku 26-ciu lat, kiedy to się ledwo kończy studia i szuka pierwszej pracy — zachęcam mimo wszystkiego do efektywniejszego wykorzystywania czasu, aby to mój wiek (domyślam się że porównywalny do Pana) nie stanowił dla Pana powodów na złoszczenie się. Każdy niech robi swoje i podąża swoją ścieżką życiową, a otrzyma to, na co zasłuży.
Prawdę mówiąc, w ogóle nie rozumiem przesłania tego wpisu. Sam wstęp jest do bani — w ogóle nie rozumiem, co chcesz przekazać. Wstęp ma wprowadzać w dany temat, a ja po jego przeczytaniu czuję się zagubiony. Ogólnie cały wpis jest jakiś niemrawy. Poprzednie dobrze mi się czytało, więc może to chwilowa niedyspozycja
Kogoś dzisiaj poniosła literacka wena
Niezły wstęp!
“pracując “na maksa” 3 miesiące, pełną parą po 16 godzin dziennie – można osiągnąć niezłe wyniki i żyć spokojnie cały rok w trybie “4-dniowego” tygodnia” — pracując na maksa przez 3 miesiące po 16ście godzin dziennie można się najzwyczajniej w świecie wypalić.. Znam ludzi, którzy mówią że to “chwilowa sytuacja” i że “teraz to naprawdę muszą przycisnąć” — a prawda jest taka, że to zwyczajny pracoholizm. Nigdy nie osiągną ideału 4-hour-work-week czy modelu 37signals ( i innych) 4niowego dnia pracy. De facto ciężko im będzie pracować 5–6 dni w tygodniu po 8 godzin. Lepiej stawiać na pomysły i rozwiązania niż pracować non-stop. Efektywność podobna a o ile ciekawsze życie osobiste (o które tak napradwę “chodzi”)!
PS. Chociaż przyznaję sczzerze, że przez pierwsze dwa lata Applicake pracowaliśmy dużo — była to dobra lekcja pokory i zarządzania czasem.
@Ela: Primo — ukłony za PipeJump
ta praca na pewno była tego warta. W tej chwili używamy Zoho CRM, ale jest jednak “ciężkie”, myślałem o Waszym sofcie już nie raz, ale ból przenoszenia wszystkiego ciągle powstrzymuje… Secundo — praca, praca, praca.. znam to, oraz te spojrzenia bliskich osób, i ciągłe zabieganie, stres, brak czasu nawet na samego siebie, ale opłaca się (chyba ta średnia “2 lata” to właśnie granica aby się wypalić), potem jednak trzeba trochę przystopować i skupić się na sobie i swoim życiu. Wizja zapewnienia sobie, bliskim i potomstwu dobrego życia motywuje do działania i poszukiwania rozwiązań, mogą to być dobre i złe decyzje, ale zawsze są warte więcej niż brak działania i brak decyzji.
Życzę sukcesów!
[…] wartość, wróg, zarządzanie czasem, zostań milionerem Przytaczając rozważanie z pierwszego odcinku “Jeżeli wszystko jest proste, to dlaczego nie każdy jest milionerem?”, pragnę […]